Brakuje mi motywacji.
Po cichu próbuję sobie wmówić, że ładuje baterie. Ale nie wiem ile w tym prawdy. Nawet moja inwencja twórcza utkwiła w bezruchu, czego nie chcę! Nie wiem, kiedy uda mi się ją przywrócić do życia, a reanimacja może trwać dłużej można się spodziewać.
Ale to tylko 10 dni. I aż. Zdążę zregenerować siły, jednocześnie pielęgnując w wyobraźni świat, który przeleję na wirtualny papier.
TYM razem dostarczam wam, moi drodzy, kilka wirtualnych stron, które po dłuższym czasie stagnacji sprawiły mi najwięcej przyjemności, podczas ich błyskawicznego pisania.
SZCZĘŚLIWYCH WALENTYNEK dla Zakochanych, którzy dając sobie szansę każdego dnia, pielęgnują ten piękny kwiat zwany MIŁOŚCIĄ.
***
Całkowita ciemność pochłonęła mnie
po pierwszych metrach, gdy wczołgiwałam się wąskim tunelem do znajdującej się
głębiej, wyrzeźbionej przez czas i wodę, jaskini. Naturalna sala była na tyle
wysoka, by pozwolić mi się swobodnie poruszać, mimo to w najniższych miejscach
czułam strop muskający czubek głowy. Dla
bezpieczeństwa zgięłam się w pół, przyspieszając kroku.
Wyjście powinno znajdować się
niedaleko. Na tyle blisko, by zdążyć wrócić do domu. Ale co wtedy? Gdy będzie
na mnie czekał w hotelu, a ja oskarżę go o chore insynuacje? Kto mi uwierzy?
Sama w to nie potrafię uwierzyć, dlaczego miałby ktokolwiek inny?
„Cześć mamo, właśnie zatrudniłaś
psychopatę, który nazywa mnie Księżycową Dziewką i twierdzi, że został przysłany
na zlecenie Neptuna. Tak, mieszka tu niedaleko w Podwodnym Królestwie, może
chciałabyś się tam ze mną wybrać za miesiąc?” Bardzo zabawne.
Hain powinien się już ocknąć. I mam
szczerą nadzieję, że wziął sobie do serca mojego kopniaka. Nigdy nie sądziłam,
że obowiązkowe kursy samoobrony do czegoś się przydadzą. Dzisiejszy dzień
dowiódł jak bardzo się myliłam.
Szum fal zostawiłam daleko za sobą,
pozwalając by ciemność i cisza zamknęły mnie w swoich objęciach. Oddalałam się
od wody, a to był dobry znak. Moja wędrówka miał się niedługo zakończyć.
Powoli przemierzanie wilgotnych
głębin sprawiało mi coraz więcej trudności. Tunel z każdym metrem wspinał się
coraz wyżej, a siły uchodziły ze mnie coraz szybciej. Na twarzy poczułam
chłodny podmuch.
Oparłam rękę o ścianę, by zaczerpnąć
świeżego powietrza i jakież było moje zdziwienie, gdy mogłam ujrzeć swoje
dłonie. Na końcu tunelu, światło sączyło się cicho z wyrwy, przez którą
wydostanę się na zewnątrz. Po minucie, przyzwyczajone do jaskini oczy, przeszyła
wręcz bolesna jasność. Bolesna, ale przyjemna.
Rozciągnęłam się na chłodnej trawie,
a otoczona gęstymi krzewami poczułam się nieco bezpieczniejsza niż bym tego
pragnęła. I choć w oddali majaczyła latarnia morska, nie wiedziałam co w tej
chwili począć. Co zrobić z faktem, że
pobiłam Haina i uciekłam zostawiając go na pastwę zgrai przybrzeżnych krabów? Zaczęły
mnie dręczyć wyrzuty sumienia, lecz usilnie próbowałam przekonać samą siebie do
słuszności tego uczynku. Może i jestem pacyfistką, ale umiejętność ratowania
swojej egzystencji powinna być wystarczającym wytłumaczeniem, a w tamtym
momencie czułam się zagrożona. Cóż, to nie zmienia faktu, że nie wiem co robić.
Może dać mu dugą szansę?
Tak, przeproszę go za kopniaka w
twarz i pozbawienie go przytomności, bo myślałam że jest socjopatą. Wyśmieje
mnie za to. Chociaż to ja powinnam zrobić to pierwsza, za to co powiedział.
Wciągnęłam głośno powietrze do płuc,
jak zawsze gdy chciałam oczyścić umysł, ale nie zdążyłam go wypuścić, gdy silne
dłonie pociągnęły mnie w tył. Szarpałam się, próbowałam wyrwać, ale bez skutku.
Na próżno wiłam się w stalowych objęciach, które wydawały się zaciskać z każdym
ruchem. Jak on mnie znalazł?! Powinnam tu być bezpieczna, a on mnie śledził.
Nie mógł! Przecież uważałam….
Musiałam się poddać. Nie miałam siły
dalej walczyć. Wyczerpana ucieczką, zostałam przygwożdżona przez silnego
mężczyznę więc nie miałam najmniejszych szans ucieczki. Wtuliłam głowę w
otaczającą mnie zieleń i zamknęła oczy czekając. Zdziwiła mnie reakcja mojego ciała
na to oczekiwanie. Dlaczego się nie bałam? Czułam jak siedząc na mnie okrakiem,
przyciska mi ramiona do ziemi. Więc co jest ze mną nie tak, że nie płaczę i nie
błagam o wypuszczenie.
Opowiadał mi niestworzone rzeczy,
gonił mnie i zaatakował znienacka. A ja leżałam w bezruchu zastanawiając się co
zrobiłam źle. Spowita przerażającym spokojem, nie mogłam tego pojąć. Gdy Hain
przesunął dłonie w górę mojego ciała, zaciskając je na ramionach, zaraz ponad
piersiami, poczułam dreszcze. Ale nic więcej.
Nie
obawiałam się o jego złe intencje. Nie walczyłam z jego dotykiem, a wręcz go
pożądałam. Jego dotyk koił. Silny i gwałtowny ale jednocześnie delikatny i
czuły, sprawiał że nie potrafiłam być na niego zła.
Czułam ciężar jego wzroku. Słyszałam
cichy i miarowy oddech jakby pogoń za mną nie sprawił mu żadnego wysiłku,
aczkolwiek jego ciało promieniowało gorącem. Był zły, albo…
- Otwórz oczy – zażądał.
Słonce, schowało się centralnie za
jego głowę, więc trudno było mi dostrzec jakiekolwiek emocje na jego twarzy.
Dostrzegłam jedynie zaschniętą, krwawą smugę rysującą się na jego skroni.
- Jak cie puszczę, to nie będziesz
uciekać? Przysięgam, że nie zrobię ci krzywdy. Chcę wszystko wytłumaczyć.
Wysłuchasz mnie?
Wierzyłam, iż powiedział to
szczerze. Kiwnęłam głową. Zgodziłam się, a on bez słowa puścił mnie, siadając
naprzeciwko. Przez ułamek sekundy chciałam znów wstać i uciec, ale równie
szybko przegnałam takową myśl. Jaki miałabym w tym pożytek? Tak, możliwe że się
czegoś dowiem. Usłyszę całą jego opowieść by zdecydować z czym mam do
czynienia. Z jakim człowiekiem związał mnie los.
- Dobrze. Cieszę się, że nie
krzyczałaś. Serce ci podpowiada, że nic złego z mojej strony cię nie spotka.
Czyż nie? – nie czekając na odpowiedź, kontynuował – Rozumiem, że to co powiedziałem
mogło się wydawać dziwaczne. Pewnie zastanawiasz się z jakim schorzeniem
psychicznym masz do czynienia, a ja mogę odpowiedzieć jedno. Jestem całkowicie
zdrowy, zatem wszystko co mówię nie jest wymysłem chorego. Nie usłyszałaś
jeszcze całości. Prawdę mówić nie usłyszałaś jeszcze niczego. Dlatego proszę
cie tylko o jedno. Wysłuchaj mnie, a potem osądzaj.
- Masz jakieś dowody? Cokolwiek, co
mogłoby potwierdzić twoje niebywałe słowa? – Wysłuchaj go, ale nie gódź się na
więcej, podpowiadał mi umysł. Do niczego cię nie zmusi, a jeśli będzie
naciskał, Misha cię obroni. Nie wierz Hainowi na słowo, kto wie skąd uciekł? –
Nie zakładam z góry, że zmyślasz ale im bardziej nieprawdopodobne rzeczy mówisz
tym mniej mam w nie ochotę wierzyć.
- Mam dowód, ale najpierw mnie
wysłuchasz.
Cóż mi szkodzi posłuchać? Nic na tym
nic na tym nie tracę, o prócz czasu oczywiście, ale do obiadu jest jego sporo.
- Zamieniam się w słuch.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz